Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Więcej informacji znajdą Państwo klikając tutaj>>
Stegna

SZUKAJ:

Poniedziałek, 17 Grudnia 2018r. Imieniny: Jolanty, Łukasza, Olimpii

REKLAMA

SONDA

Czy podoba Ci się nasza strona?
  •   TAK - jest rewelacyjna
  •   TAK - ale można ją dopracować
  •   Nie mam zdania
  •   NIE - ale tragedii nie ma
  •   NIE - bardzo słabe wykonanie

REKLAMA

Barszcz Sosnowskiego

23.07.2012

obrazek

Wytrzymały, trudny do wyplenienia i niebezpieczny. Lepiej zapamiętać, jak wygląda i trzymać się z daleka – za nieostrożność zapłacimy w bolesny sposób. Wyjątkowo odporne bydlę – ostrzegają eksperci.


Mieszkańcy miejscowości Przemysław na Żuławach boją się barszczu. Chodzi jednak nie o potrawę... a roślinę, która może być niebezpieczna dla zdrowia, a nawet życia. Pochodzący z Kaukazu krzew, w latach 50 XX wieku próbowano uprawiać jako paszę dla zwierząt hodowlanych. Roślina ta jest bardzo żywotna, szybko rośnie. Barszczem obsadzono sporo żuławskich plantacji. Okazało się jednak, że roślina ta jest szkodliwa dla ludzi - dotknięcie pędów może spowodować oparzenia, nawet trzeciego stopnia.

 

- Tę roślinę można zobaczyć z drogi - mówi jedna z mieszkanek Przemysławia. - Jest wysoka jak drzewo owocowe, w okolicach opuszczonego domu rośnie cała plantacja. Mieszkańcy często chodzą tu na spacery z dziećmi. Słyszałam, że dotknięcie tej rośliny może dotkliwie poparzyć, to spotkało moich znajomych. Wcześniej tego tu nie widziałam. Uważam, że powinno się te rośliny z okolic domów usuwać.

Andrzej Wiśniewski z oddziału Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Roślin i Nasiennictwa w Nowym Dworze Gdańskim potwierdza - barszcz Sosnowskiego - bo tak brzmi pełna nazwa tej rośliny - produkuje silne toksyny. Osobie, która otrze się o roślinę, mogą grozić nawet oparzenia trzeciego stopnia. 


- Barszcz Sosnowskiego ma właściwości parzące, które nasilają się szczególnie w słoneczne dni - mówi Wiśniewski. - Poparzone osoby muszą zgłosić się do lekarza. Każdego roku sprawdzamy, gdzie pojawia się na roślina. Kontaktujemy się z właścicielami gruntów, na których stwierdzimy obecność barszczu i zalecamy usuwanie.

 

źródło: nowydworgdanski.naszemiasto.pl

 

 Z Kaukazu nad Wisłę

Kiedy barszcz dotarł do Polski, dokładnie nie wiadomo – ale jedna z wersji jak na ironię mówi, że pod koniec lat 50. sadzono go w Ogrodzie Roślin Leczniczych (!) wrocławskiej Akademii Medycznej.

Z pewnością przywędrował nad Wisłę z terenów dawnego ZSRR. W krajach tamtego regionu, które do dziś z barszczem Sosnowskiego mają problem, bywa nazywany "zemstą Stalina". To radzieccy naukowcy na przełomie lat 40. i 50. szukali rośliny, która nadawałaby się na wydajną paszę. I tak barszcz Sosnowskiego zaczęto po prostu uprawiać.

Na tej samej zasadzie był sadzony w polskich pegeerach. Aż zaczęło się okazywać, że dla ludzi kontakt z tą rośliną kończy się oparzeniami, a mięso zwierząt, które są nią karmione, ma dziwny, anyżkowy posmak. Uprawy zarzucano, ale nikt wtedy nie docenił inwazyjnego potencjału barszczu Sosnowskiego. Pozostawiony sam sobie pleni się szybko, a tępić go z kilku powodów trudno: kosić trzeba wielokrotnie, a środki chemiczne nie wszędzie i nie zawsze da się zastosować.

Walka bywa trudna także z urzędniczego punktu widzenia. – My możemy tylko wskazywać, gdzie rośnie. Obowiązek tępienia spoczywa na gminach – mówi Andrzej Nowak, Wojewódzki Inspektor Ochrony Roślin i Nasiennictwa w Krakowie. Gminy walczą więc z barszczem na terenach publicznych, ale problem pojawia się, kiedy mowa o działkach prywatnych. Od ich właścicieli czasem trudno wyegzekwować obowiązek niszczenia barszczu Sosnowskiego – i tak może się on bez problemu odradzać.

Palący problem

Dziś roślina najczęściej występuje na południu Polski. Jak to wyjaśnić?

– To na tych terenach znajdowały się plantacje wdrożeniowe, kiedy barszcz Sosnowskiego chciano jeszcze stosować jako paszę. Proszę sobie wyobrazić, że był uprawiany np. na zboczu Gubałówki. Fatalny błąd – to stamtąd roślina rozprzestrzeniła się w całej dolinie Dunajca i robi to do dziś – mówi insp. Nowak.

Przykładowe doniesienia z ostatnich lat: dziecko, które usiadło na liściach, dotkliwie poparzyło pośladki (Limanowa), a dwóch kilkulatków doznało poważnych oparzeń, bawiąc się nad brzegiem rzeki Zakopianki (tereny nadrzeczne barszcz bardzo "lubi"). W 2008 r. na barszcz Sosnowskiego natrafiano w ponad połowie małopolskich powiatów. Ale to nie tylko tutejszy problem.

O oparzeniach meldowano w Kołobrzegu i Bydgoszczy. Parę lat temu roślina wykwitła w Płocku, niemal między blokami. W Środzie Wielkopolskiej barszcz Sosnowskiego rozplenił się do rozmiarów niewielkiego gaiku. Ledwie kilka dni temu gazety doniosły o poparzonych mieszkańcach wsi na Mazurach.

 

źródło: onet.pl

 

<< powrót

KATALOG FIRM

CO NA FORUM

REKLAMA

REKLAMA

LOSOWE ZDJĘCIE